20260508

Chaff; flare; eject

Przepastne komory uzbrojenia Walkirii H zamknęły się, gdy ciężki myśliwiec uderzeniowy wtaczał się na wyznaczone stanowisko w hangarze. Widoczni w jeszcze otwartym kokpicie piloci pochylali się nad otaczającymi ich ekranami, przeprowadzając diagnostyki systemów. Dookoła nich wrzała praca, powietrze wypełnione było zgiełkiem ludzi przemieszczających się pomiędzy masywnymi maszynami, szczękiem ładowanego uzbrojenia, sygnałami ostrzegawczymi oraz płynącymi z interkomu komunikatami.
    Siedzący z tyłu mężczyzna odetchnął głęboko do wnętrza hełmu, obserwując jak nad jego głową zamyka się owiewka, przykryta grubą, pancerną osłoną. Na krótki moment otoczyła go ciemność, rozświetlona jedynie bladym blaskiem ekranów nim pokrywające sklepienie wyświetlacze rozbłysły, ukazując widok panujący na zewnątrz maszyny. Jakość była wyśmienita; gdyby nie wiedział lepiej zarzekałby się, że był prawdziwy, że patrzy przez szkło na rzeczywisty obraz, a nie tylko przekaz z pęków kamer rozmieszczonych na pancernej pokrywie.

20241205

Chronologia

Opowiadania są mniej lub bardziej powiązane. Można czytać je w dowolnej kolejności, jednak dla lepszego kontekstu warto kierować się schematem.



Linki do poszczególnych części (ułożone w porządku, w jakim zostały napisane):


LRRP

Jericho, układ Jericho
569.
Oddział Wilk-1212, Battlegroup Raven
Godzina 18:48 czasu lokalnego
W trakcie LRRP, głęboko za liniami wroga


Wnętrze rozchylonych, obramowanych sinymi wargami ust było niewidoczne pod wypełniającą je grubą, pulsującą warstwą owadów, poruszających się między zębami i pełzających we wnętrzu nosa wystającego spod naciągniętego na niewidzące już oczy systemu wizyjnego.
    Trup leżał w wysokiej trawie, podparty z tyłu wypchanym plecakiem, z dłońmi złożonymi na podołku. Gdyby nie odchylona nienaturalnie do tyłu głowa z odległości można by pomyśleć, że śpi; dopiero z bliska zauważalna stawała się poszarzała skóra obleziona przez żerujące w gardle owady i zaschnięta w ciemną skorupę krew, wysiąknięta spod zapiętego na jego ciele pancerza. Na napierśniku widoczne były jedynie niewielkie otwory, otoczone podartym materiałem i głębokimi szramami w płycie kuloodpornej, w których gdzieniegdzie błyszczały się metalowe odłamki – charakterystyczne ślady po trafieniach amunicją 6,2 mm APFR.
    Oderwałem wzrok od zwłok i przeniosłem na kolejnego leżącego w pobliżu trupa, tym razem z urwaną ręką i otwartą klatką piersiową, gdzie na przemielonych eksplozją wnętrznościach żerował dywan lokalnych owadów.

20240718

Stratos

570., niska orbita Ocrion
Fregata Argus, 56 Flota Operacji Specjalnych
Operacja Rainier
027 ,,Kobalt”, oddział Gamma

Czekaliśmy w sali odpraw po zakończonym spotkaniu. Póki co plan pozostawał bez zmian. Siedzieliśmy zakuci w pełne pancerze, za wyjątkiem hełmów, ułożonych na stołach zasięgu ręki. Obwieszeni sprzętem, ładownicami i zasobnikami zdawaliśmy się być dwa razy więksi niż zwykle; do pełnego kompletu brakowało tylko broni długiej i plecaków.

Ion z Glitchem dyskutowali w kącie, śmiejąc się z czegoś. Niner, siedzący na krawędzi blatu z wyrazem skupienia na twarzy czytał coś na tablecie, znając go pewnie kolejny raz przeglądając dane dotyczące ich misji. Colt z zamkniętymi oczami i odchyloną głową słuchał muzyki, balansując na krześle, Blitz pochylony nad telefonem oglądał zdaje się film. Ja grałem na komórce wolną dłonią, obnażoną z opancerzonej rękawice, leżącej na stole obok hełmu.

Póki co wedle naszej wiedzy Echidna nie dawała znaku życia, tak samo brakowało jakiegokolwiek śladu świadczącego o jej zniszczeniu, jakby w ogóle nie istniała. Wszystko według planu.

Syreny rozbrzmiały bez ostrzeżenia, akompaniowane przez błyskające epileptycznie światła. Wzdrygnąłem się bezwiednie, gdy jazgot uderzył w moje uszy; widziałem, że pozostali zareagowali tak samo, odruchowo obracając głowy w stronę wypluwającego komunikat głośnika.

20240630

Malleus Maleficarum

570.

Ocrion, system Ocrion
Operacja Rainier 


Colt wypadł z wejścia niewielkiego, zakamuflowanego bunkra na otaczającą go śnieżną połać i zahamował, zapadając się w bieli po kolana. Błyskawicznie odwrócił się i doskoczył do rogu niskiej budowli, wznosząc broń do ramienia. Oprócz dwóch podobnych, z których jedna znalazła się już na jego celowniku wokół roztaczała się jedynie gładka biel, przerwana wąską krawędzią skał przebijających się spod lodowej pokrywy, obdarowujących płytką, parokilometrowej średnicy nieckę.

Zaraz za nim z ciemnego wnętrza wyłonił się Niner, a następnie reszta zespołu. Blitz i Kobalt rozbiegli się, by zająć stanowiska obronne, Ion wraz z Glitchem z kolei cisnęli w dół schodów pas z wiązką granatów, przed ogłuszającą detonacją posyłając jeszcze przeciwnikowi parę długich serii.